Jak wykorzystać Brexit?

Temat Brexitu jest wciąż gorący i nie chce ostygnąć. Politycy, eksperci, instytucje finansowe, Partia Pracy i producenci parówek – każdy musi mieć swoją wizję przyszłości. Kto w niej zyska, a kto wyraźnie straci? Niezależnie od tego kto ma rację, próżnia jako zjawisko fizyczne czy ekonomiczne jest wyjątkowo kosztowna w utrzymaniu. Pewne jest zatem to, że wystąpienie Wielkiej Brytanii ze struktur UE nie sprawi, że Brytyjczycy nagle porzucą swoje komputery i smartfony, a przelewy finansowe dokonywane będą za pośrednictwem przekazów pocztowych wysyłanych dyliżansem.
Jak zatem właściwie wykorzystać Brexit i nowe otwarcie które on wytworzy?

Polski hydraulik vs polski programista

Zacznijmy od najnowszej historii naszej wzajemnej sympatii z pominięciem wątków niezbyt chlubnych, które do dziś pieczołowicie skrywane są w królewskich archiwach Windsoru. Określmy zatem nasze relacje są względnie poprawne, szczególnie że za dwa lata obchodzić będziemy 15 rocznicę naszego wielkiego narodowego exodusu do Wielkiej Brytanii. Najbliższa nam wyspa z tak dużą i wielokulturową gospodarką przyjęła nas z niespotykaną w Polsce otwartością. Być może na tę wspaniałomyślność wpłynął również fakt, że Wielka Brytania od lat borykała się z problemami kadrowymi. Tania siła robocza z Polski stała się zbawiennym i od dawna oczekiwanym zastrzykiem świeżej krwi dla brytyjskiej ekonomii. Będzie nim wciąż, niezależnie od formy i zasad samego Brexitu.

Polscy programiści mieli wizerunek zbyt mało ekscytujący więc na długo pozostali w cieniu. Przez lata uporczywie stukając w klawiaturę budowali wizerunek zdolnego i niezbyt wymagającego polskiego inżyniera tworzącego wyjątkowo dobry software.

Po drodze w celach udanej implementacji polskiej emigracji zarobkowej opracowany został wizerunek polskiego hydraulika. Rasowego zawodowca, który miał dbać o brytyjską sieć „wodno-kanalizacyjną” (nie umniejszajmy wagi dostępu do wody w obszarach zurbanizowanych i roli hydraulików). Razem z hydraulikiem pojawiły się eskadry pielęgniarek, babysitterek, piekarzy, murarzy, księgowych, kasjerów, lekarzy, elektryków. Z czasem na wyspę dopłynęły też żony mężów oraz matki masowo rodzące dzieci – ku zdziwieniu polskich instytucji wspierających dzietność i rozwój podstawowej komórki społecznej.  Większość nowych przybyszów dotarła na „wyspy” z Polski. W roku 2016 naszych rodaków było w Wyspach prawie milion – naprawdę imponujący wynik. Polska miłość do ziemniaków i ryby połączona z wizją świetlanej przyszłości życia w Zjednoczonym Królestwie pozwoliła nam zdystansować nawet dotychczasowych liderów brytyjskiej imigracji, Hindusów.

W wymienionych grupach zawodowych byli też oczywiście przedstawiciele branży IT, jednak na plakatach pojawił się młody, umięśniony Słowianin z kluczem francuskim i torsem opasanym rurami kanalizacyjnymi. Polscy programiści mieli wizerunek zbyt mało ekscytujący więc na długo pozostali w cieniu. Przez lata uporczywie stukając w klawiaturę budowali wizerunek zdolnego i niezbyt wymagającego polskiego inżyniera tworzącego wyjątkowo dobry software.

Cyfrowa gorączka

Polski język coraz częściej było słychać na ulicach wielkich i mniejszych brytyjskich miast, a w Polsce dynamicznie rozwija się od lat korpopolszczyzna. Ta językowa hybryda wyrosła na coraz częstszej i bliższej współpracy polskich przedsiębiorstw z zagranicznymi zleceniodawcami.
I tak po latach tułaczki w odległych Indochinach dotarł do nas nareszcie outsourcing. Zjawisko ogłoszone przez Harvard Business Review odkryciem biznesowym ostatnich 75 lat. Nie jestem pewien czy jego wyjątkowość zasługuje na tak wysoką pozycję w ostatnich czasach. Można bardzo szybko znaleźć protoplastów outsourcingu (zarówno w modelu off i nearshoringu) już w starożytnym Egipcie czy sowieckiej Rosji. Nikt nie zaprzeczy, że piramidy i kolej transsyberyjska mają znacznie dłuższą historię ale zbliżony model biznesowy. Wykonać pracę możliwie najniższym kosztem przy satysfakcjonującej jakości usług pamiętając o zmniejszających się limitach zasobów ludzkich.

Z lektury raportów wynikało, że Polska ma stosunkowo dużą liczbę zdolnych i tanich programistów. Godzinowy koszt pracy w 2014 nie przekraczał 8 euro. Znaczna część potencjalnych pracowników posługuje się mniej więcej biegle angielskim.  W przeciwieństwie do południowej Azji nie ma tu ryzyka trzęsień ziemi.

Tak więc outsourcing dotarł też do Polski i dość szybko wciągnął w swój wir branżę usług IT. Zagraniczny kapitał obserwując wyniki offshoringu zmienił kurs na nearshoring. Z lektury raportów wynikało, że Polska ma stosunkowo dużą liczbę zdolnych i tanich programistów. Godzinowy koszt pracy w polskim sektorze IT w 2014 nie przekraczał 8 euro. Znaczna część potencjalnych pracowników posługuje się mniej więcej biegle angielskim.  W przeciwieństwie do południowej Azji nie ma tu ryzyka trzęsień ziemi. Brakowało tylko nieruchomości biurowych – tych brakuje do dnia dzisiejszego.
Tak zostaliśmy europejskim liderem outsourcingu.

Kodujesz dla Polski?

W Polsce ponad 75% usług wytwarzanych w sektorze IT generują duże firmy z kapitałem zagranicznym, eksportując je razem z dochodem poza granice Polski. Z około 1000 (tak, słownie tysiąca) centrów usług wspólnych dla biznesu, w których te usługi powstają ponad 750 jest własnością kapitału zagranicznego. Niespodziewanie wysoka dynamika tego sektora rynku w Polsce ma podłoże czysto ekonomiczne, jednak przeszkodą do dalszego wzrostu jest około 35 tysięcy wakatów na stanowiska branży IT. W Wielkiej Brytanii ta liczba wynosi około 70, a może 80 tysięcy wolnych stanowisk. W całej UE w następnym roku ta wartość ma wynieść około 500 tysięcy miejsc pracy. Problem będzie się prawdopodobnie stale pogłębiał ponieważ z badań Eurostatu i naszego GUSu wynika, że liczba osób wchodzących na rynek pracy będzie nieustanie spadała. Kolejny niż demograficzny właśnie nadchodzi i do 2024 mamy mieć o 30% osób studiujących mniej. Zatem cudu nie będzie – przekwalifikujemy geodetów, górników i rolników.

Koszt pracy stale rośnie i będzie rósł, a marża wciąż będzie malała.  Kapitał zagraniczny buduje centra usług wspólnych u naszych sąsiadów – Czesi, Słowacy, Bułgarzy, Rumuni – niebawem zapewne też Ukraińcy mogą być realną konkurencją w tym sektorze.

Wyobraźmy sobie scenariusz zbudowany na w miarę stabilnej sytuacji gospodarczej naszego regionu, w/w prognozach demograficznych i stałym wzroście popytu na pracowników w sektorze IT w naszym regionie. Koszt pracy stale rośnie i będzie rósł, a marża wciąż będzie malała.  Kapitał zagraniczny buduje centra usług wspólnych u naszych sąsiadów – Czesi, Słowacy, Bułgarzy, Rumuni – niebawem zapewne też Ukraińcy mogą być realną konkurencją w tym sektorze.

Ta sytuacja jest kalką znaną z innych sektorów przemysłu. Zawsze cieszy nas „zwycięstwo” w wyścigu o nową montownię niemieckich silników, amerykańskich lodówek i pralek lub kontrakt na graniczące z ekonomicznym absurdem produkowanie szwedzkich mebli. Po stronie sukcesów umożliwiających rozwój gospodarczy i społeczny Polski stawiamy też prace kontraktowane na rynku usług informatycznych.  Zawsze dziwi mnie fakt, że mamy tak niską wiarę w swój własny potencjał – szczególnie, że dowodem jego istnienia jest bardzo silna wiara innych.

Jak zarobić na Brexicie?

Dlaczego zatem Brexit nie może stać się nowym rozdziałem w rozwoju polskiego sektora IT? Szlak już jest przetarty, a brytyjski rynek naprawdę potrafi docenić finansowo wysoką jakość polskich partnerów biznesowych. Być może wielu powie, że to nierealne i naiwne – my wiemy, że tylko Twoja postawa decyduje o tym czy z podwykonawcy przeistoczysz się w biznesowego partnera. Z tych naiwnych marzeń przy wsparciu INWAYa już powstały realne kontrakty z brytyjskimi inwestorami radykalnie zmieniające rentowność polskich firm z sektora nowych technologii.

Jeśli wierzyć prognozom ekonomistów oraz informacjom brytyjskiej agencji Recruitment and Employment Confederation dostęp do specjalistów IT w Wielkiej Brytanii stale się pogarsza i na chwilę obecną jest największy od 16 miesięcy.

Brexit stworzy nowe otwarcie oraz doskonałą okazję do zmiany dotychczasowych układów biznesowych. Zapewne nie wpłynie on też na odwrócenie dotychczasowego, globalnego trendu dotyczącego stale pogłębiającego się niedoboru wykwalifikowanej kadry w branży IT. Brexit nie będzie też miał mocy sprawczej zmniejszającej zapotrzebowanie na specjalistów niezbędnych do rozwoju technologicznego Wielkiej Brytanii.
Jeśli wierzyć prognozom ekonomistów oraz informacjom brytyjskiej agencji Recruitment and Employment Confederation dostęp do specjalistów IT w Wielkiej Brytanii stale się pogarsza i na chwilę obecną jest największy od 16 miesięcy.

Czy nie jest to zatem niepowtarzalna okazja do tego aby, po trwającej od ponad dekady fali ekspansji indywidualnej polskich specjalistów IT, nastąpiła prawdziwa ekspansja instytucjonalna? Prawdziwa wyprawa polskich firm IT, które wyruszą na Wyspy Brytyjskie po lukratywne kontrakty za brytyjskie stawki.  Wielka Brytania – choć zapewne z rezygnacją, żalem i obawą – będzie zmuszona sytuacją do zmiany układu sił i znanych wzorców. Ta sytuacja otwiera przed nami historyczną szansę, aby polskie przedsiębiorstwa zaczęły w większym niż dotychczas stopniu korzystać z międzynarodowej wymiany handlowej i przeistoczyły się z tanich polskich podwykonawców w prawdziwie globalnych graczy z Polski.
Zwyczajnie zaróbmy na Brexicie!

 

Pomóż nam wspierać polskie firmy i udostępnij (dziękujemy!)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *